czwartek, 25 kwietnia 2013

Pedałowanie powszechne

Aloha. 














Nadeszła wyczekiwana wiosna, więc ożywają rośliny i budzą się różne stworzenia - najczęściej te nieszkodliwe i przyjazne człowiekowi i otoczeniu, ale nie brakuje też pasożytów i wszelkiego robactwa. Przybywa też pedalistów... tfu - rowerzystów, którzy jak każda mniejszość (w tym wypadku intelektualna) dostają wymagane papiery, aby bezkarnie żerować na normalnej większości. Jak radośnie powiadomiła Wybiórcza:

  

Szkoda, że autor tego artykułu, niejaki Śmietana Krzysztof, nie wpadł na prosty pomysł, że auta przestaną blokować pasy dla rowerzystów, jak rowerzyści przestaną blokować pasy dla aut.
Nastąpi to jednak nieprędko, bo żyjemy w epoce równouprawnienia z pejsami, które polega na takim ustalaniu przepisów, że mała grupa popaprańców może przeszkadzać większości, a większość tym popaprańcom już nie. Dlatego zieloni pedałujący mogą bezkarnie zasuwać po całości ulicy, wlokąc za sobą (z prędkością 20 km/h) normalnych użytkowników drogi, ale wydzielane dla nich pasy mają pozostać świętością.
Śmietana Krzysztof jakoś o tym nie wspomniał, za to nadmienił on, że:


Niestety ekozielony czytelnik nie uwiecznił całej reszty wycieczki, a oburzenie piszącego wygląda irracjonalnie - wszak omijanie samochodów jest ulubionym zajęciem cyklistów, którzy robią to notorycznie i wszędzie, a najchętniej przy korkach, przeciskając się obok korka pasem dla samochodów (co już nie wywołuje zgorszenia u redaktora Śmietany). Takie ciągoty pedałujących są nagminne i zrozumiałe, bo jedynym potencjalnym zagrożeniem jest urwanie CUDZEGO lusterka albo porysowanie CUDZEJ karoserii, a w razie takiej wpadki łatwo spieprzyć na chodnik i czmychnąć w pierwsze podwórko. Poszkodowany kierowca nie doścignie wesołka, a zidentyfikowanie i namierzenie bydlaka będzie niewykonalne, bo jako jedyny uczestnik ruchu nie ma tablicy rejestracyjnej. 
Redaktor Mlekowy również o tym nie pisnął, a w zamian zacytował wypowiedź PEŁNOMOCNIKA ROWEROWEGO RATUSZA: 


Aż prosiło się o to, żeby na poparcie zacytować pełnomocnika hulajnogowego ratusza, pelnomocnika deskorolkowego ratusza, albo przynajmniej ministra od skakanek i wrotek. 
Ich opinia byłaby równie cenna co ROWEROWEGO Z RATUSZA, bo reprezentują grupy o podobnym współczynniku IQ (czyli dzieci i upośledzonych dorosłych) - i w podobny sposób mogą wmawiać idiotom, że miejsce dla rowerów i innych zabawek jest między samochodami, a ich posiadaczom przysługuje całkowita bezkarność, w poczuciu której ugruntowuje ich rząd i różne REDACHTORY MLEKOWE. 

Jednak kłamstwo ma krótkie nogi...
To przekonanie o bezkarności i nietykalności zostaje brutalnie zweryfikowane przy pierwszej lepszej kolizji, a wtedy z pedałujących zostaje ekologiczne mięso. 

  
Kij w szprychy wkładałem ja:
Pierwszy Fryzjer RP

niedziela, 21 kwietnia 2013

Słowo na Środę

Witam ponownie.

 





Niedziela jest dniem świętym dla chrześcijan, dla innych święta jest Środa:  



Specjalnie z myślą o drugich powstał dzisiejszy wpis... 

Z moich przekonań i doświadczeń wynika, że na tym świecie funkcjonują zjawiska, które do swojego urzeczywistniania nie wymagają nakładów finansowych, a jeżeli już, to są to środki symboliczne i wykładane wedle własnego uznania, zarazem możliwe do zastąpienia czymś innym. Jednym z takich zjawisk jest szeroko rozumiana tradycja, która powoduje, że ludzie chorzy na głowę zawodzą do krzyża na Krakowskim Przedmieściu, a normalni i zdrowi mówią sobie "dzień dobry", przepuszczają kobiety, albo ustępują miejsca w autobusie starcowi.
Najwyraźniej współczesna etyka tak już obrosła pejsami, że te niedomyte kołtuny jej ciążą i wykrzywiają percepcję, bo filozof, etyk i profesor w jednym (prawie kobieta-ideał), na łamach Gazety Wybiórczej (bo gdzieżby indziej) zadała sobie pytanie: 


A ja ci odpowiem lewoskrętny kołtunie - tradycja nie kosztuje nas NIC.
Zresztą to samo ostatecznie przyznałaś próbując wykazać coś odwrotnego, ale skoro swoje wypracowanie rozpoczęłaś konkluzją: 


To imaginuj sobie karykaturo kobiety, spróchniały pomiocie hipopotama i szkapy, że NAJWIĘKSZA DZIETNOŚĆ JEST NA WSI. A powodem jest właśnie tradycja, którą ty - wyliniała ofiaro międzygatunkowych stosunków - określasz jako "siedzenie przy garach i dzieciach". 
Ten cały przyrost naturalny pomoże polskiej gospodarce jak umarłemu kadzidło, ale skoro masz parcie, żeby ludzie płodzili jak te chińskie króliki, to powiadam ci skomuszony babsztylu - NAJLEPSZYM SPOSOBEM NA DZIETNOŚĆ JEST WYSZYDZONA TRADYCJA. 
A jest tak głównie dlatego, że łatwiej znaleźć męża tradycyjnej kobiecie, a trudno o amatora na wszelkie sfeminizowane pomiotła, zwłaszcza gdy charakter idzie w parze z wyglądem. 

Jedyna nadzieja dla kobiet mniej atrakcyjnych to ogólna kobiecość, czyli przeciwieństwo wszystkiego, co prezentuje sobą Środa i inne szczukopodobne. Nie przeszkadza to Potworkowej, tfu... Powtorkowej, kontynuować tej lewackiej krucjaty. Po wstępie i standardowym (i ma się rozumieć - etycznym) wyszydzeniu kobiet zajmujących się domem, przeszła do znanej tradycji zabijania noworodków i trzymania ich zwłok w zamrażarce. Do tego najwyraźniej pomyliła ciążę z grypą żołądkową, bo już nawet tasiemczycy można z powodzeniem uniknąć.


Widocznie nikt jej nie mówił, że wiatropylność nie występuje u ludzi, a NORMALNA kobieta, która nie chce dzieci, po prostu ciąży UNIKA.   
Dalej to babsko jeszcze się rozkręciło i podjęło ewidentne próby masowego zagazowania odbiorców (niezorientowanych odsyłam do pierwszego wpisu na blogu).
Przykładowo wydukało to, że: 


RZĄD JEST PRZECIWNY IN VITRO I ANTYKONCEPCJI !

Brakuje edukacji seksualnej !

Tak, to są fakty - Z PEJSAMI !

A po urżnięciu tych kudłów: 
In vitro jest nie tylko dozwolone, ale jeszcze refundowane kosztem przewlekle chorych i konających na raka. Edukacji seksualnej poświęconych jest kilkadziesiąt portali i książek, a antykoncepcja jest dostępna w każdej zwykłej aptece, a nawet na stacjach benzynowych i w kioskach. Jedno i drugie istnieje i funkcjonuje powszechnie, tylko nie jest DARMOWE I PRZYMUSOWE (czytaj - pochodzące z ukradzionych pieniędzy i wprowadzone terrorem), a tego lewactwo nie potrafi przeboleć. 
Bo to niby obywatel ma decydować o sobie? 
I jeszcze ma płacić za siebie - a nie za innych, karmiąc całe rzesze pośredników, czyli urzędników-złodziei? 
Skandal jakiś i granda ! 
Trzeba to szybko naprawić, najlepiej wprowadzając PRZYMUSOWĄ I KONTROLOWANĄ PRZEZ RZĄD REWOLUCJĘ OBYCZAJOWĄ ! 
Niestety jak na razie:  


Ludzka obyczajowość kontrolowana przez rząd - to dopiero jest coś! 
Lepsze od łysej prawdy... 


Lewackie kudły wyrywałem ja:
Pierwszy Fryzjer RP

sobota, 20 kwietnia 2013

Wprowadzenie do rzeźni

Ahoj!
Z pokładu mówi wasz fryzjer:


Dowlokłem się ostatkiem sił do tej arki, bo tereny lądowe - ze wszystkich stron zawszone i zasmrodzone - nie pozostawiają pola dla skutecznej wentylacji, co oznacza kostnicę dla komórek nerwowych, obumierających w trybie błyskawicznym w warunkach niedotlenienia.
Wszystkim, którzy pomimo tej nasilonej i powszechnej nekrozy jeszcze cokolwiek kapują, zalecam JAK NAJSZYBSZE DOPŁYNIĘCIE TUTAJ DOWOLNYMI ŚRODKAMI TRANSPORTU, metody wpław nie wyłączając. To jedyna sposobność, żeby nie zamienić się w zombie, czy inne prawomyślne stworzenie:



Taka przyszłość was czeka, chyba że należycie do grupy, która sama rozsiewa te wiatry - i to zarówno te wiejące z lewa jak z prawa (a częściej ostatnio z lewa - może z tego powodu, że mają tam szersze "harmaty", polerowane i rozciągane od tyłu z wielkim zawzięciem i swadą... samym pierdoniowym orężem można by wytruć pół miasta).

Już teraz te bezmózgie istoty wałęsają się całymi chmarami i informują zdrowy świat o cierpieniu. Jedne wyją pod krzyżem:


Inne znowu oklejają swoimi śmieciami ten krzyż, a potem... TEŻ WYJĄ.


Obsesja wszystkich zatrutych dotyczy akurat krzyża, ale nie wiadomo dlaczego. W świetle jednej z teorii, te toksyczne opary kumulują się w strukturach mózgu odpowiadających za leżenie na krzyżu, a następstwem są urojenia i fobie związane z innymi krzyżami. Tak czy inaczej - z domu ani rusz bez tej maski:



Niestety nie mogę się oprzeć przekonaniu, że aby było uczciwie i sprawiedliwie, to nosić ją nie ja powinienem na głowie, tylko PIERDOŃ NA ZADZIE A TUSK NA JAMIE GĘBOWEJ.
Obcinanie głowy gronkowcowo-walcowej jest zakazane nawet w sennych koszmarach, więc przytarganych trucicieli będę pozbawiał tu kudłów, a myckę oddam w całości.

Obiecałem to ja:
Ostrzący nożyczki i brzytwę
Pierwszy Fryzjer RP