Witam najmocniej.
Zaczynałem podstawówkę w latach dziewięćdziesiątych. Obowiązek szkolny istniał podobnie jak dzisiaj, a chodziło o wiedzę w zakresie nauk ogólnych, ale i takie
nakierowywanie młodzieży, żeby zajmowała się istotnymi sprawami
i dbała o swoją przyszłość.
Pedagodzy byli zgodni w tej sprawie...
Gdyby dzieciak przesiadywał w domu zamiast chodzić do szkoły, to pewnie by się WYPACZYŁ, a już myśli o gołych babach i świństwach, to
miałby na bank - MUROWANE.
Teraz sytuacja jest inna, bo zgodnie z
najnowszymi wytycznymi i danymi naukowymi (tak samo żelaznymi jak
te, które mówią, że organem kopulacyjnym jest odbyt) nie chodzi o
naukę języków i bzdety matematyczne, a dzieci w szkole mają uczyć
się seksu.
Niestety nie jest to żart, ani sen
naćpanego wariata. Ludzi jest sześć miliardów i liczba ta stale
rośnie, ale specjaliści z WHO uważają, że mimo wszystko za
wolno. Dlatego doszli do wniosku, że seksu należy UCZYĆ.
Idea jest realizowana w krajach
lewackiego postępu, a u nas dopiero wejdzie. Takie warsztaty będą
obowiązkowe dla wszystkich, bez względu na stadium rozwoju i
potencjalne kompleksy - nie wyłączając dzieci upośledzonych
fizycznie, których seks nie dotyczy.
To molestowanie jednak nie zacznie się
wtedy, gdy dziecko będzie świadome. Co więcej - nie zacznie się
nawet w szkole.
Jak arbitralnie zakomunikowała WHO:
oraz:
Gorączki nie mam, a trawy też nie paliłem, WIĘC TO SIĘ DZIEJE NAPRAWDĘ.
Pedofile poobsadzali WHO-wskie stołki
i chcą się dobrać do dzieci - legalnie i oficjalnie, bo "edukując" je w ramach wytycznych, które sami powymyślali w tym celu.
Propozycje tych dewiatów opisałem
poniżej:
Obowiązkowe
zajęcia w przedszkolu i zabawa w DOCHTORA z wujkiem-edukatorem -
poczciwym, siwowłosym staruszkiem, który wszystko pokaże i wymaca
gdzie trzeba.
Nauka
zakładania gumy od trzeciej klasy podstawówki - obok lekcji
masturbacyjnych i warsztatów z obciągania koledze.
Takie
jest zalecenie centrali, więc przyjdzie spec z WHO i wszystkim
postawi pały. Zajęcia mógłby prowadzić też woźny, albo pijany
wuefista.
Dzieciaki
są zindoktrynowane krzyżem, więc trzeba im wybić z głowy ten
krzyż, najlepiej przez pochwę i odbyt.
Przewidziane
dla klas gimnazjalnych...
Swoim
autorytetem podbił to sam Siwowłosy, starszy specjalista od technik
i badacz orgazmów niemowląt:
Największa troska będzie
potrzebna tym, którzy z różnych powodów wcale nie mogą zacząć,
ale Starowicz (specjalista przez CH seksuologii przez P) wyraził
troskę o zaczynających za wcześnie, mając w dupie normalnych.
Portal Gazety Wyborczej,
opisując ten WHO-wski proceder, przytoczył wypowiedź psychologa,
Ewy Ulrich-Zalewskiej, która zaczęła jeszcze w miarę rozsądnie:
Ale już chwilę później:
NA POCZĄTEK nie TYLKO
stroną techniczną?
Ewka, daj spokój -
zdrowa dupa Ty jesteś, to nawet przedszkolakowi stanie. Zaczynaj
warsztaty od pierwszych klas podstawówki. Ochrona przed pornolami
wymaga każdych poświęceń !
Chyba że Ty wolisz w
gimnazjum, albo dopiero w liceum...
A najlepiej to w:
Mendy zarżnąłem ja:
Pierwszy Fryzjer RP
PS.
Cytaty pochodzą z
artykułu "Edukacja
seksualna od czwartego roku życia? Tego chce WHO" na łamach
Gazety Wyborczej:
W tym wypadku Wybiórcza, pomimo swoich ciągot lewackich, podeszła obiektywnie do sprawy.
Trafiłem też na komentarz warty upamiętnienia na blogu:










