Witam.
Zbliża się letnia olimpiada, podobno
sportowa, więc temat będzie też olimpijski.
MKOl od wielu lat wychodzi z założenia
- być może słusznego - że sportem zajmują się ludzie z
pewnymi deficytami, które wykluczają ich normalne funkcjonowanie w
społeczeństwie, i pewne rzeczy trzeba im dlatego kupować, np.
prezerwatywy. Dlatego zawodnicy wyjeżdżający na olimpiadę dostają
zawsze kondomy.
W tym wypadku sytuacja jest o tyle
szczególna, że na jednego sportowca/działacza/trenera
uczestniczącego w olimpiadzie trwającej dwa tygodnie mają
przypadać czterdzieści dwie prezerwatywy, co daje średnie dzienne
zapotrzebowanie na dwie do trzech prezerwatyw (przypomnę, że mowa
jest o sportowcach, a nie o niemieckich turystach wylatujących na
spa do Tajlandii).
Portal Adama Szechtera zobrazował tę
informację zdjęciem reprezentantów Meksyku nawiązujących
behawioralnie do grupy gimnazjalistów przyłapanych na przeglądaniu
świerszczyka:
Pozostawiając kwestię racjonalności
działania i dobrego smaku na boku, bardzo ciekawe jest jedno - jak
można wywnioskować z wywiadów, ale również ze statystyk czy
obserwacji społecznych, ci hojnie obdarowywani szczęśliwcy w większości są w stałych
związkach, a na zawody wyjeżdżają samopas. Co sugeruje, co
proponuje, albo do czego zachęca MKOl wciskając tym ludziom po
czterdzieści dwie prezerwatywy na głowę, oddaję do oceny
czytającym.
Fryzjer
PS.
Szczególnie fajną rzeczą jest ten "pakiet ochronny przeciwko wirusowi Zika". Australijska federacja
chyba doszła do wniosku, że chorobę może wywołać samo
niewłaściwe miejsce spółkowania. Wniosek może być jeszcze inny,
ale nie chcę wyjść na takiego, co szuka sensacji na siłę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz